WYDZIAŁY

Najlepsza opcja: praca, która daje frajdę

Mariana Kozłowska, finalistka konkursu FameLab, współtwórczyni KRON-u, czyli Kreatywnych Rozmów o Nauce i przewodnicząca Rady Uczelnianej Samorządu Doktorantów (do końca listopada 2016) UwB przekonuje, że praca naukowa to „ocean możliwości”. Chce też walczyć ze stereotypem, pokutującym w środowiskach akademickich, że badacz, który zajmuje się popularyzacją nauki, to słaby naukowiec.    

- Słabe jest to, że większość społeczeństwa nie wie, czym się zajmujemy w pracy, a przecież utrzymywani jesteśmy z budżetu państwa – uważa Mariana.

Jej samej klapki z oczu spadły podczas konkursu FameLab, który organizuje Centrum Nauki Kopernik i British Council. W 2014 roku zakwalifikowała się do jego finału. Podczas trzyminutowego wystąpienia musiała przedstawić naukowy problem, nad którym pracuje tak, by zrozumiał go przeciętny Kowalski.

- Miałam spore obycie na scenie – opowiada. - Od szóstego roku życia w rodzinnym Czortkowie na Ukrainie występowałam w zespole tańca „Jabłoneczka”. Tańczyłam przez 11 lat. Od 13 roku życia śpiewam i recytuję. Ale podczas naukowego konkursu FameLab stres jest podwójny. Sławni jurorzy, przed którymi stajesz w pojedynkę, oceniają twoją mimikę, mowę ciała, to co mówisz, ale i to jak mówisz.  Trzeba więc kontrolować mnóstwo rzeczy naraz. Wśród chemików termin „oddziaływanie van der Waalsa” to elementarz, takie abc. Ale kiedy próbowałam się nim posłużyć podczas wystąpienia usłyszałam: „Stop! Tego nikt nie zrozumie. Nie będą cię dalej słuchać.”  Musiał mi się w głowie uruchomić taki tłumacz symultaniczny, który naukową nomenklaturę przekłada na proste słowa, jasne dla każdego.

Na swoją prezentację „Lek działa czy nie działa” podczas FameLab przyniosła zabawkę synka. Miała ona z jednej strony wypukłe kwiatki i krzyżyki, a z drugiej te same elementy, ale wklęsłe. Dziecko musi je do siebie dopasować. Tłumaczyła, że tak samo chemik pracując nad lekiem musi dobrać lek do określonych receptorów, znaleźć pasujący klucz. Teraz wie też, że tak samo naukowiec, mając przed sobą ponad godzinny wykład do młodzieży, której trudno utrzymać koncentrację, musi znaleźć na nią sposób. Nie wystarczy przekazywać wiedzę, trzeba też zadbać o formę, znaleźć punkt zaczepienia, zainteresować studentów na tyle, by przestali klikać na komórkach. 

FameLab był w życiu Mariany wydarzeniem przełomowym. Otworzyła się, nabrała pewności siebie. Po konkursie trafiła do programu „Rzecznicy nauki”. Współpracowała z Aleksandrą i Piotrem Stanisławskimi − dziennikarzami specjalizującymi się w tematyce naukowej, którzy prowadzą znany blog „Crazy nauka”. Założyła własną stronę popularyzującą badania naukowe. Sprawia jej to frajdę. 

- Musiałam się jednak na coś zdecydować. Promowanie nauki to dodatkowy etat, a miałam już dwa: pracę naukową i dziecko. A …, i jeszcze pół - samorząd doktorantów – mówi. – Wybrałam naukę.

Mariana na Wydziale Biologiczno-Chemicznym Uniwersytetu w Białymstoku zajmuje się chemią teoretyczną. Stosując programy komputerowe bada procesy chemiczne za pomocą metod mechaniki kwantowej.

- Doktorat to ocean możliwości. Wszystko stoi przed tobą otworem. Musisz tylko dokonać właściwego wyboru. I to jest chyba najtrudniejsze. Myślę, że warto postawić na to, co sprawia największą frajdę, co wciąga bez reszty. Dlatego uwielbiam tę pracę, bo daje wolność i uczy samodzielności – Mariana jest naukowcem entuzjastą. –  Oczywiście do wszystkiego dochodzi się ciężką pracą i zaangażowaniem. Nie przychodzę jednak na uczelnię tylko z obowiązku, ale też dlatego, że lubię. To chyba najlepsza opcja: praca, która jest też pasją.  Namawiam więc studentów, by nie rezygnowali ze swoich naukowych planów. Doktorat nie jest dla wybranych, jest dla wszystkich, którzy są gotowi podjąć wyzwanie. Ja startowałam z poziomu „zero”.  Nie miałam tutaj rodziny, układów, znajomości i protektorów. Przyjechałam tu na trzeci rok chemii. Może nawet miałam trudniej – musiałam podszkolić język, poznać obowiązujące w Polsce procedury. Dzisiaj jestem w  tym punkcie, w którym jestem, bo chciałam skorzystać  z możliwości, jakie oferowała mi uczelnia. Każdy tak może.

Mariana znalazła się w Białymstoku, bo się zakochała. Pochodzi z Czortkowa na Ukrainie, z rodziny o polskich korzeniach, ale w jej domu nie mówiło się po polsku. Chodziła natomiast co tydzień do szkoły na naukę języka. Wykazywała talenty wokalne i aktorskie. Po przejściu kilku etapów konkursu recytatorskiego „Kresy” trafiła na finał do Białegostoku, gdzie poznała swojego przyszłego męża. To dla niego zdecydowała się przenieść z Akademii Kijowsko-Mohylańskiej na UwB. Dzisiaj tego nie żałuje, także z powodów zawodowych. W krajach Unii Europejskiej naukowcy mają nieporównanie większe możliwości rozwoju.

W 2015 i 2016 roku Mariana skorzystała ze staży naukowych, które stały się najważniejszymi do tej pory zawodowymi podróżami jej życia. W ramach programu Skills-Praxis wyjechała na dwumiesięczny staż do Friedrich-Alexander Universitaet w Erlangen- Norymberga w Niemczech. Później odwiedziła uczelnię w Trieście we Włoszech, gdzie pracowali jej naukowi mistrzowie. To ich metody stosuje dzisiaj w swoich badaniach. Z nabożnością więc stąpała po tych samych schodach. 

- Wyjazdy za granicę są bardzo ważne – uważa. - Po pierwsze, otrzymujesz wiedzę z pierwszej ręki od najlepszych specjalistów w branży. Po drugie, nawiązujesz kontakty z kolegami z innych środowisk, co otwiera horyzonty, pokazuje, że podejście do tego samego tematu może być inne, chłoniesz atmosferę. Część z tego przenosisz do swojej pracy.

Praca naukowa daje Marianie wielką satysfakcję, ale co jakiś czas budzie się w niej tęsknota za sceną. Tak było w przypadku KRON-u. Wraz z Pawłem Szorcem, przewodniczącym Parlamentu Studenckiego UwB, szukali w grudniu 2015 roku, miejsca na wigilię dla studentów i doktorantów. Weszli do sali SARA. Kilka miesięcy wcześniej została oddana do użytku, była zimna i jeszcze „bezludna”. Niemal w tej samej chwili powiedzieli, że fajnie by było zrobić tu naukowy show, coś jak TEDx (to słynne amerykańskie konferencje zajmujące się popularyzacją nauki). Mariana napisała o tym do dr Joanny Bagniewskiej, którą znała z FameLab. Znana badaczka, zoolog i wykładowca  University of Reading w Wielkiej Brytanii zgodziła się przyjechać do Białegostoku. Ustalili termin na luty 2016.

- Miesiąc do imprezy, a tu wszystko w proszku – dzisiaj Mariana się z tego śmieje. – Ale, pomyślałam, skoro Asia zgodziła się przyjechać, to nie możemy odwalić lipy. Długo wymyślaliśmy nazwę. KRON, czyli Kreatywne Rozmowy o Nauce spodobała się wszystkim.  Zawęziliśmy tematykę do nauk przyrodniczych, bo się w tym orientowałam. Zgodziło się wystąpić trzech biologów, dwóch fizyków i jeden chemik. Paweł ogarniał kwestie techniczne. W scenariuszu mieliśmy zapisane trzy zdania powitania, a potem prawie wszędzie było hasło: „improwizacja”, czyli ja tu coś powiem, a Paweł pociągnie. Jakoś się udało.

Określenie „jakoś” można przypisać skromności Mariany. Podczas KRON-u po raz pierwszy sala SARA w Uniwersyteckim Centrum Kultury zapełniła się chyba do ostatniego miejsca. Choć impreza trwała trzy godziny nikt z publiczności nie wyszedł, a potem długo trwały brawa. Prelegenci wręcz zaskoczeni, władze uczelni gratulowały wylewnie organizatorom. Liczne komentarze w mediach bardzo przychylne.

- Zdecydowanie było za długo - Mariana zamiast napawać się sukcesem, woli konstruktywną krytykę. – Na drugą edycję, którą w końcu udało się nam zorganizować w październiku 2016, dotyczącą tematyki nowych technologii, zaprosiliśmy tylko czterech wykładowców, w tym ludzi biznesu. Po spotkaniu było mnóstwo pytań, długo trwała dyskusja z publicznością. I o to mi chodziło. Prezentacje mają przede wszystkim zapalić żarówkę w głowach słuchaczy, wywołać temat. Ideą KRON-u jest też, by zwykli ludzie, niemający na co dzień kontaktu z nauką, zdobywali wiedzę z pierwszej ręki, a nie za pośrednictwem mediów, które często bardzo upraszczają. Jeśli po wystąpieniach dopytywali, to znaczy, że temat chwycił, że chcą się dowiedzieć więcej. Z drugiej strony, my − naukowcy mieliśmy możliwość przekazać wiedzę osobom, które być może nigdy nie studiowały. Zdobywamy ją przecież nie dla siebie, tylko po to, by zrobić z niej pożytek.

Kolejny KRON wkrótce.

Urszula Dąbrowska