WYDZIAŁY
Poprzednia wersja strony

Wiesław Wróbel - tropiciel mikrohistorii Białegostoku

Trzy książki ma temat historii Białegostoku napisał w ciągu jednego, ostatniego roku. A w przypadku takich publikacji nie jest to przecież kwestia wyłącznie pisania, do tego dochodzą solidne kwerendy w archiwach, szukanie źródeł. Ogrom pracy. Pewie dlatego pierwsze pytanie Sebastiana Wichra podczas spotkania promującego najnowszą publikację Wiesława Wróbla - książkę „Kilińskiego, historia jednej ulicy” - brzmiało: Kiedy śpisz?

- Śpię generalnie mało, ale badanie i odrywanie historii jest tak fascynujące, że czasami wolę ją niż dodatkową godzinę snu. Działa jak bezpieczna używka - śmieje się Wiesław Wróbel.

Historyk, autor książek o historii Białegostoku, na co dzień - pracownik Biblioteki Uniwersyteckiej na Uniwersytecie w Białymstoku. Jeden z najbardziej cenionych badaczy regionu. Jednak nie zawsze był fascynatem historii. Urodził się w Białymstoku. Skończył XIV LO. 

- Tak naprawdę historią na poważnie zainteresowałem się dopiero w momencie wyboru studiów – zdradza Wiesław Wróbel. - W podstawówce nie byłem żadnym wybitnym uczniem, ale  liceum skończyłem z czerwonym paskiem. To zasługa dobrych nauczycieli, a szczególnie historyka Wojciecha Barszczewskiego. Wysłał nas na konkurs "Polska Piastowska". Dostałem się do etapu ogólnopolskiego i temat zaczął mnie wciągać. Zdecydowałem się zdawać na historię na Uniwersytet w Białymstoku. W czasie egzaminu wstępnego wylosowałem pytanie dotyczące Polski Piastowskiej. To było jak wygrana na loterii -zupełnie niespodziewanie zdobyłem największą liczbę punktów. Gdybym wyciągnął II wojnę światową, pewnie bym poległ, a tak otrzymałem indeks z rąk  prof. Jerzego Nikitorowicza, ówczesnego rektora UwB, podczas uroczystej immatrykulacji.

W czasie studiów otrzymał stypendium ministra nauki. Wykorzystał je odwiedzając najważniejsze archiwa w kraju i za granicą.

- Wtedy nauczyłem się pracy w archiwach, pracy z dokumentami, a to jest umiejętność, której trudno nauczyć się w teorii, na wykładach – mówi. - Pod koniec studiów zrozumiałem, że wolę pracować samodzielnie na źródłach, niż korzystać z opracowań innych i przepisywać to, co inni badacze do tej pory ustalili. Lubię być samodzielny, zmieniać utarte sądy, szukać innych rozwiązań problemów, które już uznano za rozstrzygnięte.

Jeszcze w trakcie studiów napisał artykuł o mecenacie Stefana Branickiego (ojcu słynnego Jana Klemensa), o którym tak niewiele się dotychczas mówiło, a który był założycielem Białegostoku, stworzył miasto niemal od podstaw. Praca była szeroko komentowana w środowisku lokalnych historyków. Do Wiesława Wróbla zgłosił się wtedy architekt, zajmujący się zawodowo inwentaryzacją zabytków. Szukał osoby, która wyręczy go w trudach szukania materiałów archiwalnych i odtwarzania historii. Zaprosił młodego historyka do współpracy.

- Pierwszy adres, jaki wziąłem pod lupę, to Sienkiewicza 63. Zupełnie nie wiedziałem, od czego zacząć – przyznaje. - W polskich archiwach nie ma zbyt wielu dokumentów. Większość dotyczy czasów carskiej Rosji, materiały z okresu międzywojennego są fragmentaryczne. Fundamentalne dokumenty dotyczące historii Białegostoku znajdują się w Grodnie, Wilnie, Petersburgu, Moskwie. Największą trudność w badaniu przestrzeni Białegostoku sprawiają kwestie ustalania właściwych adresów. Do XX wieku nie było numeracji domów przy ulicach. Domy nosiły nazwiska właścicieli i ewentualnie numer miejski, który szybko ulegał zmianie. Przykład? Gdyby dawni białostoczanie szukali składu opałowego przy ul. Sienkiewicza 63, adres ten nic by im nie powiedział. Natomiast zlokalizowaliby szybko adres „kamienica Welera, ul. Mikołajewska”. Ale  i z tym współcześni mieli niemało kłopotów, a co dopiero mówić o nas, dzisiejszych białostoczanach. Jeszcze w 1915 roku pisano w prześmiewczym tonie, że każdy, kto przyjeżdża do Białegostoku i szuka jakiegoś domu, musi najpierw przeprowadzić dochodzenie i ustalić, kto gdzie mieszka. A jak już znajdzie właściwy lokal, to nieraz dowiaduje się, że właściciel zmarł dwa tygodnie temu, albo nieruchomość przejął bank wileński lub wykupiła inna osoba. Nigdy nie było pewności, że ten sam adres dziś jest tym samym, który obowiązywał tydzień czy miesiąc wcześniej. Dopiero w czasie I wojny światowej wprowadzono tradycyjną numerację ulic, którą utrzymano i rozwijano w okresie międzywojennym.

Wiesław Wróbel zaskoczył badaczy regionu monografią ulicy Kijowskiej, wydaną w 2011 roku. Nikt do tej pory nie pochylał się nad tak nieznaczącym fragmentem historii Białegostoku. Nad ulicą, której mieszkańcy (w przewadze żydowscy) nie przeżyli drugiej wojny, a budynki - jakie po nich zostały - nie przetrwały II połowy XX wieku. Ulica Kijowska w zasadzie nie istnieje w świadomości współczesnych białostoczan.

- Właśnie dlatego wziąłem ją na „warsztat” – tłumaczy Wiesław Wróbel. –  Interesuje mnie odkrywanie historii w mikroskali, poznawanie dziejów jednego domu, ulicy, ustalanie konkretnych życiorysów. Przy okazji współpracy ze wspomnianym wyżej architektem poznawałem historię budynku przy ul. Kijowskiej 1. Poszukiwania w białostockim Archiwum Państwowym okazały się nad wyraz owocne - natknąłem się na dokumenty z lat 40 czy 50 XIX w., odpisy notarialne z początku XX wieku. Byłem zaskoczony, że coś tak mało znaczącego ma tak poważne umocowanie w dokumentach historycznych, które pozwalają prześledzić dzieje tego fragmentu miasta nawet do początków XIX stulecia. Dziś wiem, że historię terenu dziś zajętego przez ul. Kijowską można prześledzić nawet do XVIII stulecia. Nie byłbym w stanie tego zrobić, gdyby nie lata żmudnej pracy archiwalnej.

Białystok nie był nigdy badany w tej skali. Nikt nie zajmował się naukowo np. genealogią rodzin.  Choć panuje stereotypowy pogląd, że siedzenie nad zakurzonymi dokumentami to straszna nuda, Wiesław Wróbel uważa swoją pracę za pełną przygód!

- Nigdy nie byłem zadowolony z prostych sformułowań, często powtarzanych przez wielu autorów. Od dawna fascynuje mnie postać prezydenta miasta Franciszka Malinowskiego, który urząd sprawował w latach 1870-1890, a więc przez dwadzieścia lat. Stwierdzenia, że  „Franciszek Malinowski to wybitny działacz samorządowy” to dla mnie za mało. Muszę dociec, skąd był, gdzie się urodził, z kim był skoligacony lub spowinowacony, kim byli jego rodzice, gdzie mieszkał, czym się zajmował na co dzień, dlaczego w wieku 25 lat został prezydentem… Codziennie odkrywam coś nowego - mówi – Przy pracy nad książką o ulicy Kilińskiego trafiłem na najstarszy dokument nadania Branickiego posesji w mieście, wydany w 1733 roku. Jest w prywatnych rękach. Rezultat jest prosty. Im więcej badam tych mikrohistorii, tym bardziej precyzyjny wyłania się obraz ogólny przeszłości Białegostoku. 

Na przykład ulica Kilińskiego może zaświadczać o wielokulturowej historii Białegostoku. Najpierw mieszkali tu dworzanie Branickich, przeważnie Polacy, potem niemieccy fabrykanci, rosyjscy urzędnicy, później żydowscy kupcy, dziennikarze. Swoje codzienne odkrycia zapisuje do pliku „notatki”. Kiedy urośnie on do rozmiaru 30 mega, wie, że to już nadaje się na kolejną książkę.

Wiesław Wróbel swoje publikacje udostępnia online. W Bibliotece Uniwersyteckiej zajmuje się digitalizacją zbiorów, a sam jako badacz wie, jak bardzo wolny dostęp ułatwia pracę innym.

- To, co odkryłem, podaję zawszę dalej, dzielę się tym z nadzieją, że będzie służyć wielu osobom – w tym widzi sens swojej pracy. – Fachowe opracowania często docierają tylko do wąskiej grupy ekspertów. Chciałbym, żeby z moich książek korzystali białostoczanie, zainteresowani historią swojej dzielnicy, szukający korzeni albo zwyczajnie ciekawi, jak tu dawniej bywało.  Najlepiej poznaje się historię będąc w jej sercu, w miejscu, gdzie ona się działa. Dlatego opisuję nie wielkie bitwy, przełomowe wydarzenia, ale właśnie najbliższe ulice. Idę ulicą Kijowską, Kilińskiego, Starobojarską i wiem, jak kiedyś wyglądały, kto przy nich mieszał, gdzie był fryzjer, a gdzie restauracja, kto dopuścił się przestępstwa i czy został przykładnie ukarany. Cieszy mnie fakt, że codziennie poznaję osoby, które podzielają tą samą pasję poznawania i mówienia o przeszłości Białegostoku.